DRRRRRRRŃ
I w końcu ostatni dzwonek w tym tygodniu. Nareszcie jest piątek! Teraz muszę szybko iść do domu.
-April, idziemy razem?
-Oczywiście, ale muszę przebrać buty.
-Dobra, ja też.
W drodze:
-Too, kiedy jedziesz?
-Od razu po szkole.
-Ahaa...
-Coś się stało Matylda?
-Niee, tylko myślałam, że w końcu spędzimy weekend razem. Zawsze wyjeżdżasz.
-Wiesz co? Spytam się babci, może pozwoli ci przyjechać.
-Naprawdę?! Zrobisz to?!
-Oczywiście. W końcu zna cię, widziała cię kilka razy gdy tutaj przyjeżdżała.
-Dziękuję ci April. Dzięki, dzięki, dzięki!
-Już dobrze!
W domu:
Zapodziałam gdzieś mój telefon. O! Tu leży. Dobra, szukamy numeru do babci.
-Halo?
-Babciu? Cześć babciu! Jak tam zdrówko?
-A dobrze. A u ciebie kochanie?
-Też dobrze. Mam pytanie, czy Matylda mogłaby ze mną przyjechać na weekend?
-Ależ oczywiście! Będzie mi jeszcze weselej!
-Oh! Dziękuję babciu!
-A kiedy będziecie?
-Nie wiem, za jakąś godzinkę, Matylda musi się spakować.
-Aha, to dobrze. Zdążę ugotować wam pierogi.
-Mniam! Ślinka mi cieknie na samą myśl o pierogach! Ale teraz muszę już kończyć. Pa pa!
-Do zobaczenia April!
-Halo? Matylda? Pakuj się szybko, jedziesz ze mną do babci.
-Naprawdę?! To już pędzę! Pa!
-Paa!
-April! Jesteś w domu?
-Tak tato! Już wróciłam.
Puk Puk Puk. To pewnie Matylda.
-Tato, możesz otworzyć? To chyba Matylda.
-Matylda? A co ona tu robi?
-Ona pojedzie z nami. Babcia się zgodziła.
-Przynajmniej nie będziesz się nudzić.
-Dzień dobry Panu!
-Cześć Matyldo. Jedziesz z nami?
-Tak. Mam nadzieję, że to nie kłopot?
-Nie, no skądże. Wręcz przeciwnie, przynajmniej nie będziecie się nudzić.
-Ee, tato? Chodźmy już może do samochodu. Powiedziałam babci, że będziemy za jakąś godzinę.
-Dobrze, no to chodźmy już.
I poszliśmy do samochodu. Minuty mijały a wraz z nimi byliśmy coraz bliżej domu babci. I w końcu dotarliśmy. Zobaczyliśmy dom, a obok niego stajnie i duże, rozległe pola. Na niektórych pasły się konie, krowy i owce, a na innych były posiane zboża, kukurydza, ziemniaki i inne warzywa. Gdy tylko zaparkowaliśmy powinnam pobiec od razu do domu i przywitać się z babcią jak to miałam w zwyczaju, ale że była ze mną Matylda oczywiście wzięłam swoje rzeczy, zaprowadziłam ją do domu i pokazałam jej gdzie będziemy spać. A potem rzuciłam rzeczy na podłogę i pobiegłam ile tchu do babci. Wiem, że nie było to zbyt miłe zostawiać Matyldę samą w pokoju, ale nie mogłam już wytrzymać. Później poszłam z Matyldą do stajni i pokazałam jej nowo narodzonego źrebaka. Był cały biały i miał czarne "skarpetki". Na razie spał, a jego mama pasła się nie daleko. Poszłyśmy na łąkę, na której były konie. Poprosiłam Matyldę, żeby poczekała na mnie przy ogrodzeniu a ja pójdę po Malibu. Malibu to moja ukochana klacz. Jest dla mnie wszystkim, jest całym moim sercem. Zawsze tylko ja na niej jeździłam, bo tylko mnie akceptowała. Złapałam ją za uzdę i powiedziałam po cichutku:
-Dzień dobry Malibu.
-Witaj April!
-Oh, moja ty kochana, tak dawno cię nie widziałam! Tęskniłam ogromnie!
-Ja też tęskniłam, ale już przyjechałaś!
-Tak, zostaję na trzy dni. Przyjechałam z moją najlepszą przyjaciółką, Matyldą . Chcesz ją poznać?
-No nie wiem. Trochę się boję.
-Spokojnie Malibu. Ona ci nic nie zrobi, ona się czasem koni boi. No chodź!
-No dobrze.
Złapałam ją za uzdę i zaprowadziłam do ogrodzenia.
-Matylda, to jest Malibu. Moja ulubiona klacz.
-Wi...witaj, Malibu.
-Matylda! Nie bój się jej, ona ci nic nie zrobi! Pogłaszcz ją po nosie.
-No, no dobrze...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz