-Mniam! Przepyszne pierogi babciu!
-Dziękuję słoneczko. A tobie, Matyldo, jak smakują moje pierogi?
-Wyśmienite, proszę pani! Lepszych nie jadłam!
-Oj, dziękuję skarbie. Po obiedzie będziecie mogły pojeździć na koniach.
-Naprawdę? Ale ja, ja nie mogę.
-Czemu?- spytałam się zdziwiona.
-Bo, ja nie... nie... nie umiem jeździć konno.
-Matylda, nie przejmuj się. Dam ci jakiegoś spokojnego. Przecież nie wymagam od ciebie nie wiadomo czego!
-Dziękuję ci April. -powiedziała cicho.
-Intes! Chodź tu koniku!!
-Kim jest Intes?
-To dwuletnia klaczka. Jest bardzo spokojna. A jak jeszcze z nią pogadam, to nic ci się nie stanie. Chodź koniku! Tak, dobry konik! Posłuchaj- tutaj musiałam ściszyć trochę głos. Matylda wie o moim darze, ale konie myślą, że nikt o tym nie wie więc muszę zachować tajemnicę- to jest Matylda, moja przyjaciółka. Chcemy pojechać na przejażdżkę, może na tobie pojechać? Proszę!
-Oczywiście! Nie mam nic przeciwko temu.
-Tylko, że ona, niezbyt umie jeździć. Po prostu rób to co ja będę na Malibu, dobrze? Chodź Matyldo! Pójdziemy do stajni osiodłać konie. Malibu! Chodź do mnie!
Zaraz zaczniemy siodłać konie. Malibu ma specjalne siodło. W sumie to nie jest specjalne, ale jest tylko jej. Malibu jest biała z czarną grzywą a jej siodło i uzda są także czarne . Sama go wybierałam. Intes też jest bardzo ładna. Jej sierść jest koloru bułanego. Bardzo ładna klacz. A teraz muszę pomóc Matyldzie wejść na konia, bo wątpię, że sobie sama poradzi. Teraz muszę sama wejść na swojego, ale dla mnie to nie problem.
-Co, jak się czujesz na Intes?
-Bardzo przyjemnie. Ona nie jest wcale groźna.
-A widzisz! Mówiłam ci? Dobra, to może pojedziemy do pobliskiej stadniny? Zapoznam cię ze wszystkimi. Są tam bardzo sympatyczni ludzie.
-Ok.
Chciałam tam pojechać nie tylko żeby zapoznać Matyldę z pracownikami stadniny, ale też dlatego że pracuje tam taki uroczy chłopak, i chciałabym go znów zobaczyć.
-No, jesteśmy. To jest właśnie ta stadnina.
-Piękna! A ile tu pięknych koni! O! I jaki piękny chłopak do nas idzie!
-Taak, ee, to, to jest Mateusz, ale wszyscy mówią na niego Matt.
-Hej April! Dawno cię nie widziałem, gdzie się podziewałaś?
-No wiesz, szkoła, te wszystkie przygotowania do testu, bo niedługo wakacje.
-Wiem dobrze co teraz czujesz na szczęście ja mam to wszystko już za sobą.
Matt ma czternaście lat, ale mimo to ja się dla niego liczę. A ja liczę na to, że on mnie kiedyś poprosi o chodzenie. W końcu znamy się już parę ładnych lat. Oboje kochamy zwierzęta i w ogóle jesteśmy tacy sami.
-O, właśnie Matt, to jest Matylda, moja przyjaciółka.
-He... hej Matt.
-Siema Matylda! Co u ciebie?
-Dobrze.
-Widzę, że April pozwoliła ci pojeździć na Intes?
-Taak, a to, to źle?
-Nie, no skądże znowu!
-Aha.- zauważyłam nagle, że Matylda się rumieni. No nie!, pomyślałam. Tego już było za wiele! Nie dość, że ją ze sobą zabrałam to jeszcze ma czelność podrywać mi chłopaka?! Muszę coś z tym zrobić.
środa, 17 października 2012
Rozdział 3
DRRRRRRRŃ
I w końcu ostatni dzwonek w tym tygodniu. Nareszcie jest piątek! Teraz muszę szybko iść do domu.
-April, idziemy razem?
-Oczywiście, ale muszę przebrać buty.
-Dobra, ja też.
W drodze:
-Too, kiedy jedziesz?
-Od razu po szkole.
-Ahaa...
-Coś się stało Matylda?
-Niee, tylko myślałam, że w końcu spędzimy weekend razem. Zawsze wyjeżdżasz.
-Wiesz co? Spytam się babci, może pozwoli ci przyjechać.
-Naprawdę?! Zrobisz to?!
-Oczywiście. W końcu zna cię, widziała cię kilka razy gdy tutaj przyjeżdżała.
-Dziękuję ci April. Dzięki, dzięki, dzięki!
-Już dobrze!
W domu:
Zapodziałam gdzieś mój telefon. O! Tu leży. Dobra, szukamy numeru do babci.
-Halo?
-Babciu? Cześć babciu! Jak tam zdrówko?
-A dobrze. A u ciebie kochanie?
-Też dobrze. Mam pytanie, czy Matylda mogłaby ze mną przyjechać na weekend?
-Ależ oczywiście! Będzie mi jeszcze weselej!
-Oh! Dziękuję babciu!
-A kiedy będziecie?
-Nie wiem, za jakąś godzinkę, Matylda musi się spakować.
-Aha, to dobrze. Zdążę ugotować wam pierogi.
-Mniam! Ślinka mi cieknie na samą myśl o pierogach! Ale teraz muszę już kończyć. Pa pa!
-Do zobaczenia April!
-Halo? Matylda? Pakuj się szybko, jedziesz ze mną do babci.
-Naprawdę?! To już pędzę! Pa!
-Paa!
-April! Jesteś w domu?
-Tak tato! Już wróciłam.
Puk Puk Puk. To pewnie Matylda.
-Tato, możesz otworzyć? To chyba Matylda.
-Matylda? A co ona tu robi?
-Ona pojedzie z nami. Babcia się zgodziła.
-Przynajmniej nie będziesz się nudzić.
-Dzień dobry Panu!
-Cześć Matyldo. Jedziesz z nami?
-Tak. Mam nadzieję, że to nie kłopot?
-Nie, no skądże. Wręcz przeciwnie, przynajmniej nie będziecie się nudzić.
-Ee, tato? Chodźmy już może do samochodu. Powiedziałam babci, że będziemy za jakąś godzinę.
-Dobrze, no to chodźmy już.
I poszliśmy do samochodu. Minuty mijały a wraz z nimi byliśmy coraz bliżej domu babci. I w końcu dotarliśmy. Zobaczyliśmy dom, a obok niego stajnie i duże, rozległe pola. Na niektórych pasły się konie, krowy i owce, a na innych były posiane zboża, kukurydza, ziemniaki i inne warzywa. Gdy tylko zaparkowaliśmy powinnam pobiec od razu do domu i przywitać się z babcią jak to miałam w zwyczaju, ale że była ze mną Matylda oczywiście wzięłam swoje rzeczy, zaprowadziłam ją do domu i pokazałam jej gdzie będziemy spać. A potem rzuciłam rzeczy na podłogę i pobiegłam ile tchu do babci. Wiem, że nie było to zbyt miłe zostawiać Matyldę samą w pokoju, ale nie mogłam już wytrzymać. Później poszłam z Matyldą do stajni i pokazałam jej nowo narodzonego źrebaka. Był cały biały i miał czarne "skarpetki". Na razie spał, a jego mama pasła się nie daleko. Poszłyśmy na łąkę, na której były konie. Poprosiłam Matyldę, żeby poczekała na mnie przy ogrodzeniu a ja pójdę po Malibu. Malibu to moja ukochana klacz. Jest dla mnie wszystkim, jest całym moim sercem. Zawsze tylko ja na niej jeździłam, bo tylko mnie akceptowała. Złapałam ją za uzdę i powiedziałam po cichutku:
-Dzień dobry Malibu.
-Witaj April!
-Oh, moja ty kochana, tak dawno cię nie widziałam! Tęskniłam ogromnie!
-Ja też tęskniłam, ale już przyjechałaś!
-Tak, zostaję na trzy dni. Przyjechałam z moją najlepszą przyjaciółką, Matyldą . Chcesz ją poznać?
-No nie wiem. Trochę się boję.
-Spokojnie Malibu. Ona ci nic nie zrobi, ona się czasem koni boi. No chodź!
-No dobrze.
Złapałam ją za uzdę i zaprowadziłam do ogrodzenia.
-Matylda, to jest Malibu. Moja ulubiona klacz.
-Wi...witaj, Malibu.
-Matylda! Nie bój się jej, ona ci nic nie zrobi! Pogłaszcz ją po nosie.
-No, no dobrze...
I w końcu ostatni dzwonek w tym tygodniu. Nareszcie jest piątek! Teraz muszę szybko iść do domu.
-April, idziemy razem?
-Oczywiście, ale muszę przebrać buty.
-Dobra, ja też.
W drodze:
-Too, kiedy jedziesz?
-Od razu po szkole.
-Ahaa...
-Coś się stało Matylda?
-Niee, tylko myślałam, że w końcu spędzimy weekend razem. Zawsze wyjeżdżasz.
-Wiesz co? Spytam się babci, może pozwoli ci przyjechać.
-Naprawdę?! Zrobisz to?!
-Oczywiście. W końcu zna cię, widziała cię kilka razy gdy tutaj przyjeżdżała.
-Dziękuję ci April. Dzięki, dzięki, dzięki!
-Już dobrze!
W domu:
Zapodziałam gdzieś mój telefon. O! Tu leży. Dobra, szukamy numeru do babci.
-Halo?
-Babciu? Cześć babciu! Jak tam zdrówko?
-A dobrze. A u ciebie kochanie?
-Też dobrze. Mam pytanie, czy Matylda mogłaby ze mną przyjechać na weekend?
-Ależ oczywiście! Będzie mi jeszcze weselej!
-Oh! Dziękuję babciu!
-A kiedy będziecie?
-Nie wiem, za jakąś godzinkę, Matylda musi się spakować.
-Aha, to dobrze. Zdążę ugotować wam pierogi.
-Mniam! Ślinka mi cieknie na samą myśl o pierogach! Ale teraz muszę już kończyć. Pa pa!
-Do zobaczenia April!
-Halo? Matylda? Pakuj się szybko, jedziesz ze mną do babci.
-Naprawdę?! To już pędzę! Pa!
-Paa!
-April! Jesteś w domu?
-Tak tato! Już wróciłam.
Puk Puk Puk. To pewnie Matylda.
-Tato, możesz otworzyć? To chyba Matylda.
-Matylda? A co ona tu robi?
-Ona pojedzie z nami. Babcia się zgodziła.
-Przynajmniej nie będziesz się nudzić.
-Dzień dobry Panu!
-Cześć Matyldo. Jedziesz z nami?
-Tak. Mam nadzieję, że to nie kłopot?
-Nie, no skądże. Wręcz przeciwnie, przynajmniej nie będziecie się nudzić.
-Ee, tato? Chodźmy już może do samochodu. Powiedziałam babci, że będziemy za jakąś godzinę.
-Dobrze, no to chodźmy już.
I poszliśmy do samochodu. Minuty mijały a wraz z nimi byliśmy coraz bliżej domu babci. I w końcu dotarliśmy. Zobaczyliśmy dom, a obok niego stajnie i duże, rozległe pola. Na niektórych pasły się konie, krowy i owce, a na innych były posiane zboża, kukurydza, ziemniaki i inne warzywa. Gdy tylko zaparkowaliśmy powinnam pobiec od razu do domu i przywitać się z babcią jak to miałam w zwyczaju, ale że była ze mną Matylda oczywiście wzięłam swoje rzeczy, zaprowadziłam ją do domu i pokazałam jej gdzie będziemy spać. A potem rzuciłam rzeczy na podłogę i pobiegłam ile tchu do babci. Wiem, że nie było to zbyt miłe zostawiać Matyldę samą w pokoju, ale nie mogłam już wytrzymać. Później poszłam z Matyldą do stajni i pokazałam jej nowo narodzonego źrebaka. Był cały biały i miał czarne "skarpetki". Na razie spał, a jego mama pasła się nie daleko. Poszłyśmy na łąkę, na której były konie. Poprosiłam Matyldę, żeby poczekała na mnie przy ogrodzeniu a ja pójdę po Malibu. Malibu to moja ukochana klacz. Jest dla mnie wszystkim, jest całym moim sercem. Zawsze tylko ja na niej jeździłam, bo tylko mnie akceptowała. Złapałam ją za uzdę i powiedziałam po cichutku:
-Dzień dobry Malibu.
-Witaj April!
-Oh, moja ty kochana, tak dawno cię nie widziałam! Tęskniłam ogromnie!
-Ja też tęskniłam, ale już przyjechałaś!
-Tak, zostaję na trzy dni. Przyjechałam z moją najlepszą przyjaciółką, Matyldą . Chcesz ją poznać?
-No nie wiem. Trochę się boję.
-Spokojnie Malibu. Ona ci nic nie zrobi, ona się czasem koni boi. No chodź!
-No dobrze.
Złapałam ją za uzdę i zaprowadziłam do ogrodzenia.
-Matylda, to jest Malibu. Moja ulubiona klacz.
-Wi...witaj, Malibu.
-Matylda! Nie bój się jej, ona ci nic nie zrobi! Pogłaszcz ją po nosie.
-No, no dobrze...
niedziela, 14 października 2012
Rozdział 2
Jest już 7:50 czas iść do szkoły.
-Mamooo! Gdzie moje śniadanieee!!!
-Na stole leży!
-A. No tak. Dzięki mamoo! Idę już do szkoły!
No i poszłam do szkoły oddalonej o dwa wieżowce.
-AAPRIIL!!!
Usłyszałam czyiś głos. Oczywiście go zignorowałam.
-AAAAPRILLLL!
Dobra, tego nie można było zignorować. Och, czyli muszę się odwrócić...
-April! Uff, tak dobrze, że cię złapałam.
-Cc... coś się stało Matyla?
-Nie. Skąd ci do głowy taki pomysł przyszedł?! Nic mi się nie stało.
-No too, czemu mnie tak naskoczyłaś, jakby cię ktoś gonił.
-Bo nie chciałam iść sama do szkoły, hellou!
Taak. Matylda do najmilszych nie należy. Ale trudno się mówi. Jest moją najlepszą przyjaciółką i muszę się z tym pogodzić.
-To co. Dzisiaj idziemy do ciebie?
-Co? Ale ja dzisiaj nie mogę.
-A to niby dlaczego?!!
-Takie tam, błachostki.- wymamrotałam coś pod nosem. Nie miałam ochoty jej nic mówić.
-Yhh!- wściekła się Matylda.
-Matyldo uspokój się!
-Nie mam zamiaru!
-No to go miej!!! - a tego, nie przewidziałam. Pierwszy raz się tak na Matyldę wydarłam. I powinnam to zrobić dawno temu, bo w końcu ucichła.
W szatni.
-April?
-Tak Matyldo?
-Ja... ja przepraszam, że cię nie chciałam słuchać. Jak zwykle myślałam tylko o sobie i o swoich problemach... Ja... ja...
-Proszę cię, uspokój się. Nie jestem na ciebie zła. Spokojnie, wiem o co ci chodzi i wiesz, że się za takie coś nigdy nie obrażę.
-Och April! Dziękuję ci!- tutaj zaczęłam się dusić, bo Matylda tak mocno mnie przytuliła, że nikt by chyba nie wytrzymał.
-No... dob...ra Matylda... puść... mnie, bo... się udu... szę!
-Oj! Przepraszam cię!
-Dobra. Chodźmy lepiej na lekcje. - teraz szło się spokojnie. Bez żadnych nie potrzebnych kłótni. Pierwszą lekcją w piątek jest j. angielski. Akurat jest dzwonek. Zdążyłyśmy z Matyldą w samą porę.
-Good morning.
-Good morning ser.- początek lekcji. I oczywiście na początek - Prosze, otwieramy zeszyty: Lesson, subject...- i bla bla bla...
-Mamooo! Gdzie moje śniadanieee!!!
-Na stole leży!
-A. No tak. Dzięki mamoo! Idę już do szkoły!
No i poszłam do szkoły oddalonej o dwa wieżowce.
-AAPRIIL!!!
Usłyszałam czyiś głos. Oczywiście go zignorowałam.
-AAAAPRILLLL!
Dobra, tego nie można było zignorować. Och, czyli muszę się odwrócić...
-April! Uff, tak dobrze, że cię złapałam.
-Cc... coś się stało Matyla?
-Nie. Skąd ci do głowy taki pomysł przyszedł?! Nic mi się nie stało.
-No too, czemu mnie tak naskoczyłaś, jakby cię ktoś gonił.
-Bo nie chciałam iść sama do szkoły, hellou!
Taak. Matylda do najmilszych nie należy. Ale trudno się mówi. Jest moją najlepszą przyjaciółką i muszę się z tym pogodzić.
-To co. Dzisiaj idziemy do ciebie?
-Co? Ale ja dzisiaj nie mogę.
-A to niby dlaczego?!!
-Takie tam, błachostki.- wymamrotałam coś pod nosem. Nie miałam ochoty jej nic mówić.
-Yhh!- wściekła się Matylda.
-Matyldo uspokój się!
-Nie mam zamiaru!
-No to go miej!!! - a tego, nie przewidziałam. Pierwszy raz się tak na Matyldę wydarłam. I powinnam to zrobić dawno temu, bo w końcu ucichła.
W szatni.
-April?
-Tak Matyldo?
-Ja... ja przepraszam, że cię nie chciałam słuchać. Jak zwykle myślałam tylko o sobie i o swoich problemach... Ja... ja...
-Proszę cię, uspokój się. Nie jestem na ciebie zła. Spokojnie, wiem o co ci chodzi i wiesz, że się za takie coś nigdy nie obrażę.
-Och April! Dziękuję ci!- tutaj zaczęłam się dusić, bo Matylda tak mocno mnie przytuliła, że nikt by chyba nie wytrzymał.
-No... dob...ra Matylda... puść... mnie, bo... się udu... szę!
-Oj! Przepraszam cię!
-Dobra. Chodźmy lepiej na lekcje. - teraz szło się spokojnie. Bez żadnych nie potrzebnych kłótni. Pierwszą lekcją w piątek jest j. angielski. Akurat jest dzwonek. Zdążyłyśmy z Matyldą w samą porę.
-Good morning.
-Good morning ser.- początek lekcji. I oczywiście na początek - Prosze, otwieramy zeszyty: Lesson, subject...- i bla bla bla...
środa, 10 października 2012
Rozdział 1
Witam. Mam na imię April. Może i wyglądam na zwykłą 12-latkę, ale jestem zupełnie inna. Większość ludzi nie wie o moim darze, jedyną taką osobą jest moja najlepsza przyjaciółka, Matylda. Matylda jest sierotą, wychowują ją jej rodzice zastępczy, Pani Jolanta i Pan Antoni. Ja mieszkam z rodzicami w wieżowcu na parterze. Bardzo lubię jeździć na wieś do mojej babci i dziadka.Mają dużo zwierząt, które bardzo kocham. Teraz opowiem wam coś o sobie. Jestem niską i szczupłą dziewczyną. Mam długie blond włosy i niebieskie oczy. Wszyscy uważają, że jestem ładna, ale ja nie zwracam na to uwagi. Przeglądam się w lustrze tylko wtedy, gdy muszę się uczesać. Nie mam pojęcia czemu ale jestem najpopularniejszą osobą w klasie. Mimo to tylko Matylda może być moją przyjaciółką. Mamy takie same zainteresowania. Jesteśmy prawie identyczne. To znaczy byłybyśmy, gdyby nie jedna rzecz...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)