niedziela, 14 października 2012

Rozdział 2

 Jest już 7:50 czas iść do szkoły.
-Mamooo! Gdzie moje śniadanieee!!!
-Na stole leży!
-A. No tak. Dzięki mamoo! Idę już do szkoły!
No i poszłam do szkoły oddalonej o dwa wieżowce.
-AAPRIIL!!!
Usłyszałam czyiś głos. Oczywiście go zignorowałam.
-AAAAPRILLLL!
Dobra, tego nie można było zignorować. Och, czyli muszę się odwrócić...
-April! Uff, tak dobrze, że cię złapałam.
-Cc... coś się stało Matyla?
-Nie. Skąd ci do głowy taki pomysł przyszedł?! Nic mi się nie stało.
-No too, czemu mnie tak naskoczyłaś, jakby cię ktoś gonił.
-Bo nie chciałam iść sama do szkoły, hellou!
Taak. Matylda do najmilszych nie należy. Ale trudno się mówi. Jest moją najlepszą przyjaciółką i muszę się z tym pogodzić.
-To co. Dzisiaj idziemy do ciebie?
-Co? Ale ja dzisiaj nie mogę.
-A to niby dlaczego?!!
-Takie tam, błachostki.- wymamrotałam coś pod nosem. Nie miałam ochoty jej nic mówić.
-Yhh!- wściekła się Matylda.
-Matyldo uspokój się!
-Nie mam zamiaru!
-No to go miej!!! - a tego, nie przewidziałam. Pierwszy raz się tak na Matyldę wydarłam. I powinnam to zrobić dawno temu, bo w końcu ucichła.
  W szatni.
-April?
-Tak Matyldo?
-Ja... ja przepraszam, że cię nie chciałam słuchać. Jak zwykle myślałam tylko o sobie i o swoich problemach... Ja... ja...
-Proszę cię, uspokój się. Nie jestem na ciebie zła. Spokojnie, wiem o co ci chodzi i wiesz, że się za takie coś nigdy nie obrażę.
-Och April! Dziękuję ci!- tutaj zaczęłam się dusić, bo Matylda tak mocno mnie przytuliła, że nikt by chyba nie wytrzymał.
-No... dob...ra Matylda... puść... mnie, bo... się udu... szę!
-Oj! Przepraszam cię!
-Dobra. Chodźmy lepiej na lekcje. - teraz szło się spokojnie. Bez żadnych nie potrzebnych kłótni. Pierwszą lekcją w piątek jest j. angielski. Akurat jest dzwonek. Zdążyłyśmy z Matyldą w samą porę.
-Good morning.
-Good morning ser.- początek lekcji. I oczywiście na początek - Prosze, otwieramy zeszyty: Lesson, subject...- i bla bla bla...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz